
Już wiele pięknych zdjęć zamieścił Luigi na forum z naszej wspaniałej wycieczki do Rzymu. Wiele też ciekawostek o rzymskich zabytkach, ogrodach i innych miejscach znalazło się w opisach WiS-ów. Ale Rzym to nie tylka przepiękne muzea, bazyliki, kościoły, pomniki i ogrody. To cudowne miasto, w którym nie ma przemysłu ani blokowisk. Ludzi jest bardzo dużo, ale tak naprawdę nie ma tłoku, nikt się nie spieszy, nikt nikogo nie pogania i wydaje się, że nikt nie wykonuje tu ciężkiej pracy. Ludzie są pogodni i widać, że życie sprawia im przyjemność.
Taka sama wydaje się być kuchnia włoska: prosta, pogodna, pełna aromatów ziołowych i zapachu czerwonego wina. Może nie jest zbyt wyrafinowana, ale za to jest bardzo zdrowa i smaczna.
Mieliśmy okazję spróbować typowo włoskich potraw. Przede wszystkim pizza, która w Rzymie podawana jest na bardzo cienkim cieście z szynką, pieczarkami, owocami morza, mozarellą i obowiązkowo sosem ze świeżych pomidorów. Po wielogodzinnym zwiedzaniu ogrodów watykańskich własnie pizza ocaliła nam życie.
Próbowalismy także lasagne i cannelloni oraz orzeźwiające, kruche sałaty włoskie i sery, które nie mają sobie równych, antipasto złożoną z parmigiano reggiano i szynki serano.

Zmierzyliśmy się również z włoska kuchnią w praktyce, zaopatrując się w świeże owoce, warzywa i mięso na największym targu w Rzymie.


Tuńczyk i miecznik był w zasięgu ręki, ale się nie odważyliśmy…


Za to z rzeźnikami zaprzyjażniliśmy się wymieniając wspólne poglądy na tematy kulinarne.


A oto jedno z naszych “popisowych” rzymskich dań: Wieprzowina w ziołach z pieczonymi zimniaczkami i marchewką, dodatkiem były zielone szparagi ze świeżym masełkiem. Kawałek wieprzowiny został posypany pieprzem i solą morską, owinięty gałązką swieżych liści laurowych i rozmarynu. Następnie obsmażony ze wszystkich stron na oliwie i “myknięty” do piekarnika. Tam piekł się do miękkości podlewany bałym winem wraz z ziemniakami i marchewką.


Robienie zakupów na targu naprawdę należało do przyjemności. Na tym stoisku zaopatrywaliśmy się w parmigiano reggiano i parmigiano padano.

A tutaj w szynkę prosciutto, krojoną za pomocą specjalnego stojaczka, na którym umieszcza się szynkę i kroi długim, bardzo ostrym nożem. Trwa to w nieskończoność, ale naprawdę warto poczekać…Smak jest bowiem niepowtarzalny…

Wino białe i czerwone leje się wprost do własnych butelek. Oczywiście jest to młode, niedojrzałe wino, ale być w Rzymie i nie napić się takiego wina byłoby po prostu niedopatrzeniem, ba, grzechem nawet.

Obfitość włoskiego pieczywa i wyrobów cukierniczych przyprawiała o zawrót głowy.

Odwiedzilismy również sklepy “pamiątkowe”. Można w nich nabyć wszelkiego rodzaju słynne włoskie makarony, sery, wędliny, przyprawy, aromatyzowane octy i oliwki, przyprawy, wszelkiego rodzaju marynaty, wina i likiery.

Oczywiście nie bylibysmy sobą, gdybyśmy nie przyrządzili prawdziwego włoskiego specjału, jakim jest likier limocello, nalewka z nieszpułki japońskiej oraz konfitura z tejże nieszpułki.
To właśnie Luigi podczas jednego z naszych rzymkich spacerów zauważył drzewo z owockami podobnymi do moreli. Jak się potem okazało, podczas wizyty w klasztorze w Grottaferrata, właśnie z nespolino (nieszpułki japońskiej) Siostra Lina robiła niespotykaną nalewkę. Dzięki jej uprzejmości otrzymaliśmy oryginalny przepis na tę nalewkę.
A ponieważ nespolino nie dociera do naszego kraju, kupiliśmy dwa kilo tego owocu. Miąższ został wykorzystany na wspaniałą konfiturę, a z pestek nastawiliśmy nalewkę. Będzie gotowa za niecały miesiąc.

(źródło: google)
A tak wyglądało na roboczo przygotowanie konfitury z nieszpułki. Po lewej stronie pestki, które były wykorzystane do nalewki. Proszę zwrócić uwagę na nasz gustowny wazonik buteleczkowy.

I na tym kończę opowiastkę o rzymskich aromatach. Mam nadzieje, że jeszcze pogadamy sobie o Rzymie popijając nalewkę z nespolino…
